Kura, jajko i zioła – Mały Człowiek przychodzi na świat.

Dziś o porodach w tradycyjnie żyjącej społeczności Majów.

W kulturze Majów w tym wielkim wydarzeniu uczestniczy ojciec dziecka, matka oraz szamanka, zwana tu curandera, czyli uzdrowicielką. Ciężarna kobieta udaje się do wyspecjalizowanej w porodach i dolegliwościach kobiecych szamanki, prosząc ją o opiekę podczas ciąży i o pomoc w przyjęciu potomka na świat. Od tej pory ich losy są złączone. Uzdrowicielka przybędzie o każdej porze i w każdą pogodę, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Poród odbywa się w domu, przed rozwiązaniem, uzdrowicielka odmawia trzy modlitwy, za sprawą których dusza wstąpi w nowego człowieka, modli się też o to, by dziecko nie czuło strachu lub wstydu przed zawitaniem w rodzinie, by wiedziało, że jest oczekiwane. Modlitwom towarzyszy palenie świec i kadzideł oraz wypijanie rytualnego trunku zwanego el posh.

Rodzącej podaje odpowiednie wywary z ziół, które w zależności od potrzeb mają spowolnić lub przyspieszyć akcję. Kobieta rodzi klęcząc na ziemi, przed nią siedzi mąż i para się obejmuje. Mężczyzna trzyma ręce na ramionach kobiety, a ona opiera się o jego kolana. Rodząca ma rozpuszczone włosy, jest to znak, że nic jej nie krępuje i jest gotowa na wydanie dziecka na świat. Uzdrowicielka okadza kobietę ziołami, a następnie trzy razy zatacza wokół niej kręgi nożem, maczetą lub innym ostrym narzędziem, które ma odpędzić złe duchy i odgonić ból. Na brzuchu ciężarnej wiąże pas materiału, za który będzie delikatnie pociągać i pomagać w ten sposób wypchnąć dziecko.

Gdy mały człowieczek wreszcie zawita na świecie, myje go dokładnie, w szczególności zwraca uwagę na twarz dziecka, ruchy muszą być z góry do dołu, aby żaden zły duch nie wniknął w maleństwo i nie powodował złych snów. Często też małym dzieciom wkłada się pod poduszkę laleczkę, która ma dbać o to, by dziecko nie miało koszmarów. Następnie przycina pępowinę, jeśli to jest chłopczyk to na 12cm, a jeśli dziewczynka to na 6cm. Dziecko zostaje ubrane, a następnie pociera się je jajkami, ma to zapobiec chorobom w przyszłości. Następnie uzdrowicielka wraca do kobiety, sprawdza łożysko, podaje zioła, które mają zmniejszyć krwawienie. Później ojciec dziecka kopie głęboki dół w domu (tutejsze domki indiańskie zamiast podłogi mają klepisko) i zakopuje łożysko, jeśli rodzina pragnie, by następne dziecko było dziewczynką, zakopuje je „twarzą” do góry, a jeśli chcą chłopca, to w dół. Na koniec uzdrowicielka myje kobiecie piersi i przystawia malucha do karmienia. Gdy mama z dzieckiem przytuleni odpoczywają, uzdrowicielka zatoczy jeszcze trzy razy koła kurą lub kogutem (w zależności od płci dziecka), co ma ustrzec ich przed złymi duchami, zawiścią i złym okiem.

Połóg trwa trzy miesiące, w tym czasie kobieta ma się oszczędzać, nie wynosić malucha na ostre słońce oraz nie spożywać awokado i cebuli, ze względu na karmienie dziecka. Uzdrowicielka w tym czasie będzie odwiedzać rodzinę i sprawdzać jak się sprawy mają. Jeśli ojciec dziecka nie może uczestniczyć w narodzinach, wówczas prosi się inną zaufaną osobę.

Każde dziecko ma też swojego naguala, czyli ducha opiekuńczego, który będzie nad nim czuwał i dawał mu energii. Nagual często wiąże się z datą urodzenia dziecka. Bywają miejsca (np. Laguna Chicabal), gdzie poszczególne naguale mają swoje ołtarze. Gdy dziecko jest starsze dostaje kawałek bursztynu w formie laleczki lub wisiorka, które ma je ochronić przed złym okiem. Roczne dziecko błogosławione jest przez szamankę lub szamana, który przepowiada jaka czeka je przyszłość, a potem następuje ceremonia chrztu.

I tak sobie myślę, że chociaż brzmi to momentami nieco prymitywnie i zabobonnie, to jednocześnie takie to naturalne, bez medykalizacji, a zarazem bardzo mistyczne wydarzenie. I choć w prymitywnych warunkach, to z dużą uwagą na kobietę, w znanym jej otoczeniu, w pozycji bardziej dogodnej dla niej niż dla uzdrowicielki i ze wsparciem partnera. W „cywilizowanej” Polsce takie coś, to dla wielu wciąż fanaberia.

Wpis z dedykacją dla moich wspaniałych koleżanek i jeszcze lepszych mam: Sylwii, Hani, Marty, Ani z Warszawy, Kamili i Ani z Torunia.

10 uwag do wpisu “Kura, jajko i zioła – Mały Człowiek przychodzi na świat.

  1. Aniu, dziękuję za dedykację. Po przeczytaniu wielu tekstów etnograficznych z terenów słowiańskich, mogę powiedzieć – dokładnie tak jak w Polsce dwa wieki temu. Co za uniwersalizm.

  2. Dziękuję Aniu. Niby historia się powtarza, ale za każdym razem inaczej. W etnografii na takie momenty w życiu mówi się jako o czasie przejścia – czas zawieszenia między starym a nowym, które kończy się, gdy kończy się poród. W polskiej tradycji ludowej też wtedy ważne jest rozwiązanie supłów, węzłów, warkoczy, by wszystko poszło sprawnie i szczęśliwie.
    Muszę sobie odkurzyć moje ukochane książki antropologiczne, w tych prostych ludowych zwyczajach/obrzędach jest nadal dla mnie coś mistycznego, czego w codziennym biegu nie znajduję, a czego mi brakuje.

    • Dzięki Haniu, chętnie poczytałabym więcej po powrocie. Nas to bardzo zaintrygowało, kurczę szkoda, że w naszym codziennym życiu między pracą a domem jest tak mało magii, celebracji, a tak dużo pędu. Ściskam!

  3. Dzięki za dedykację.
    Dużo w tym magii i „zabobonów”, ale czasem mam wrażenie, że jak przyjrzeć się zabobonom, to niejednokrotnie nasza akademicka nauka potwierdza, że to „dobry trop”.
    A po drugie: ja naprawdę już wyobrażam sobie, jak Ty, Ania, rodzisz, a Afro rysuje dookoła Ciebie kręgi kurą :)))))) a potem zakopuje pod blokiem łożysko…
    Ciekawe, co na to fundacja Rodzić po Ludzku 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s