Trzy fajne miejsca koło Quetzaltenango

Quetzaltenango – kolejna nazwa, która powoduje łamanie się języka, dlatego w Gwatemali mówi się w skrócie Xela. Jest to drugie co do wielkości miasto w kraju i przyjemnie zaskakuje tym, że nie ma w nim zbyt wielu turystów. Ot zwykłe, pełne życia, nie to, co skansen w Antigua. W samej Xeli za dużo do oglądania nie ma, jak zwykle, jest zabytkowy kościół, przy głównym placu (zwanym szumnie parkiem), parę knajpek, trochę sklepów, targi. Nic szczególnego. Za to okolice Xeli powalają – dookoła góry, wulkany (w tym najwyższa góra Ameryki Środkowej) i świetne trasy trekkingowe jedno i wielodniowe. Niestety z tych dobrodziejstw nie skorzystamy, bo póki co pora deszczowa trwa, a my wciąż mamy uraz po naszym nieudanym trekkingu w Antigua. Co zatem robić, gdy już wczesnym popołudniem niebo zasnuwają ciężkie chmury?

San Andres Xecul

xela04

Absolutny hit jak dla nas. Jeden z najbardziej kolorowych kościółków na naszej drodze. Choć poszczególne elementy są nieco koślawe, całość sprawia niezwykle urocze wrażenie. Tu i ówdzie aniołki, kolby kukurydzy, rośliny, kolumienki, a wszystko to na wściekle żółtym tle. W miejscowości jest jeszcze jeden kościółek, o nieco skromniejszej dekoracji, ale utrzymany w podobnej kolorystyce, a tuż obok niego –  święte miejsce Majów, ołtarz, ognisko i świetny widok na okolicę.

xela07

 

xela08

 

Fuentes Georginas

xela14

Gorące źródła i to dosłownie. W malowniczej, górskiej scenerii kilka baseników o kamiennych brzegach, otoczonych roślinnością. Woda jest tak ciepła, że nawet najtwardsi wymiękają po paru minutach w basenie najbliżej źródła. Dylemat jest taki czy odmaczać skórkę w gorącej wodzie czy wyjść i po chwili telepać się  zimna. Wskakując do najcieplejszego basenu, woda sparzyła nam zadki i wyrwało nam się popularne, brzydkie polskie przekleństwo. Siedzący obok Gwatemalczyk podchwycił, mówiąc z entuzjazmem: „Esto es muy fuerte polabra en Polonia” i bajera zaczęła się kręcić. Okazało się, że był w naszym kraju, dalsze pluskanie upłynęło na miłej konwersacji i umówieniu się na kolejną wycieczkę.

xela22

 

Laguna Chicabal

xela15

Wulkan, który zamiast krateru ma… jezioro. Piękna, błękitna laguna, otoczona zalesionymi brzegami. Droga wpierw wiedzie przez lasy i pola, z widokiem na wulkan Santa Maria. Następnie dochodzi do punktu widokowego, gdzie w pełni można podziwiać święte jezioro Majów. Gdy schodzimy w dół po około sześciuset schodach znad jeziora zaczyna unosić się mgła i klimat robi się naprawdę bajkowy. Tylko czekać, aż wiedźminka Ciri wyjedzie na Kelpie z oparów nad wodą. Patrzymy, jak urzeczeni, niestety żadna Pani Jeziora, ani inna wróżka się nie pojawia.

xela16

 

Gdy spacerujemy wśród brzegów, zauważamy, co kawałek majański ołtarz. Każdy poświęcony jest innemu nagualowi. Nad jeziorem regularnie odbywają się ceremonie, niestety i tym razem nie mieliśmy szczęścia zobaczyć ich. Na wycieczkę poszliśmy z dwoma przesympatycznymi Gwatemalczykami, więc poza świetnym spacerem, było sporo konwersacji na tematy wszelakie, ten, który był w Polsce popisał się świetną znajomością dań naszej kuchni i to z polskimi nazwami! Nasz sympatyczny kolega gustował głównie w pierogach i gołąbkach, nie pogardził też żurkiem, ani maślanką, jeśli serwowana z ziemniakami z jajkiem. Siłą rzeczy zrobiliśmy się bardzo głodni i zatęskniliśmy do domu.

Aby ukoić ten żal, narobiliśmy kopytek w hotelowej kuchni, zamiast sosu grzybowego poszedł zagęszczony krem grzybowy w proszku i była uczta. Z patriotycznym namaszczeniem, wszamaliśmy całą michę na raz 😉 I tak oto przekleństwo w miejscu publicznym, doprowadziło do obżarstwa.

Zobacz więcej zdjęć w galerii:

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s