Chicken Bus – Gwatemalski blues

Nie sposób nie zrobić osobnego wpisu, na ten temat. Dziś o ostrej jeździe bez trzymanki i osobach, które spotkasz w autobusie.

No dobra, zdecydowaliśmy się już gdzie chcemy jechać, pozostaje tylko znaleźć transport. Dworzec autobusowy, szumnie zwany terminalem, to najczęściej kawałek placu, z autobusami. Jeśli widzisz więcej niż dwa stojące pojazdy, to najprawdopodobniej jesteś już na dworcu. W większości przypadków próżno szukać takich luksusów jak kasa biletowa, rozkład jazdy czy toaleta. Nie bój się. Pomocnicy kierowców nie dadzą Ci się zgubić. Ledwie się pojawisz, od razu obskoczy Cię kilku, pytając dokąd chcesz jechać, po czym zaprowadzą do odpowiedniego pojazdu. Jeśli nie wierzysz, sprawdź tabliczkę – nazwy miejscowości będą pięknie wykaligrafowane na przedzie. W wersji Premium, może Ci się trafić autobus z elektronicznym wyświetlaczem, a nawet z kolorowymi lampkami, które migają, jak na choince w Boże Narodzenie.

Antigua - nic nie stoi na przeszkodzie, żeby cyrk stał na środku dworca.

Antigua – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby cyrk stał na środku dworca.

A czemu kurczakowy autobus? Odpowiedź jest prosta – to pojazd z lat 50-tych, zazwyczaj amerykański, szkolny autobus firmy Blue Bird, który w środku ma ławeczki. Zasada jest taka – na każdym siedzeniu, mają zmieścić się trzy dupki, nie ważne jakich gabarytów (dupka dziecięca się nie liczy). To powoduje, że z każdej strony wystaje zazwyczaj pół dupki jednego z pasażerów, czyniąc przejście niemal niemożliwym. Słowem, na bardziej popularnych trasach, jedzie się niczym kurczaki w transporcie lub sardynki w puszce.

Trochę się przed wyjazdem naczytaliśmy, że w autobusach kradną. Przezornie więc, wypytujemy mieszkańców o bezpieczeństwo. No i odpowiedzi dostajemy różne, bywa niebezpiecznie, bo czasem są wypadki, albo jakiś autobus nie wyrabia na górskiej drodze i spada, ale w sumie jest ok. Drążymy, więc dalej temat, bo nie o to nam chodziło, na co pada odpowiedź: „Jak się zawierzysz Bogu, to wszystko będzie dobrze”, nic to, pozostaje nam tylko zaufać Stwórcy i ruszać w drogę. A to przygoda nie byle jaka, obfitująca w szereg obserwacji natury ogólnej i egzystencjalnej. Zbierając do kupy nasze doświadczenia, oto osoby, które spotkasz na swojej drodze.

chicken02

Kierowca – on tu dowodzi, zazwyczaj facet w średnim wieku, choć zdarzyć się może też nastolatek. Charakteryzują go:

  •  konsekwencja – zazwyczaj nie ruszy, dopóki pojazd nie będzie prawie cały pełny;
  • cierpliwość – w mieście będzie zatrzymywał się co 50 metrów, żeby kogoś wsadzić lub wysadzić, w myśl zasady: „klient płaci, klient żąda”;
  • kreatywność – korek w mieście, to nie powód do stania w miejscu, pojedzie pod prąd, wymusi kilka razy pierwszeństwo i już jest parę skrzyżowań dalej, w korku beznadziejnym, wykorzysta czas, aby kupić sobie coś sobie coś do jedzenia i posilić się;
  • podzielność uwagi i świetna koordynacja – potrafi na górskiej drodze prowadzić, trzymać synka na kolanach i gadać przez telefon, zagryzając kanapką;
  • otwartość – nie wstydzi się manifestować swoich preferencji religijnych, sportowych i muzycznych. Może sobie zawiesić krucyfiks na przedniej szybie i indiański łapacz snów. W wersji de luxe ma płaski telewizor, na którym puszcza pasażerom ulubione teledyski;
  • brak lęku przed śmiercią – możliwe, ze w dzieciństwie marzył o zostaniu kierowcą Formuły 1, swe rajdowe fantazje, urzeczywistnia na górskich drogach. Jak musi wyprzedzić, to żaden zakręt czy wzniesienie nie jest ku temu przeszkodą.

 

Barcelona i Bóg.

Barcelona i Bóg.

Pomocnik Kierowcy – nierozłączna para. Kierowca, jak widzicie, ma i tak wiele na głowie, zatem potrzebuje pomocnika, który zazwyczaj jest nieco młodszy wiekiem i charakteryzuje go:

  • silny głos naganiacza – co 5 metrów wykrzykuje nazwę miejscowości, zachęcając innych, by wsiedli. Używa przy tym różnych intonacji głosu;
  • zamiłowanie do ładu – jak 3 dupki na siedzeniu, to nie ma zmiłuj, pilnuje, by zasada ta dotyczyła każdego siedzenia, opornym każe się przesunąć;
  • umiejętność liczenia i świetna pamięć – kasuje za przejazdy, pamięta kto już zapłacił, a kto jeszcze nie, komu  trzeba wydać resztę i ile;
  • siła – ktoś przecież musi wrzucić te bagaże na dach, a potem je ściągnąć;
  • zmysł przestrzenny – jak już wrzucił te wszystkie tobołki, to jeszcze poukłada je tak, by wszystko się zmieściło i powiąże, aby nic nie zgubić;
  • odrobina szaleństwa i akrobatyki – wyskakuje, nie czekając, aż się pojazd zatrzyma, gdy jest tłoczno, podróżuje na drabince lub na dachu. Wyróżnienie dla tych, którzy biegają po dachu w trakcie jazdy górskimi drogami
  • i na koniec mega szacunek dla jednego, ze spotkanych pomocników: potrafi wykonać wszystkie powyższe czynności, nie mając jednej ręki.
San Andres

San Andres

Pasażer gwatemalski:

  • z niewzruszonym wyrazem twarzy jedzie przez górskie serpentyny;
  • resztki spożywanego jedzenia wyrzuca za okno, czasem bez skrępowania splunie na zewnątrz;
  • niekiedy ma tyle bagażu, że wystarczyłoby, aby wypełnić pół pick upa;
  • jeśli jest majańską kobietą, to swoje tobołki, po wyjściu z autobusu, wsadzi na głowę i pójdzie;
  • pasażer w wersji dziecięcej, zazwyczaj, jest bardzo grzeczny, czasem ma chorobę lokomocyjną (pomocnik służy foliowymi torebkami);
  • mimo ogłuszającej muzyki w autobusie, potrafi rozmawiać przez telefon albo zdrzemnąć się;
  • w skrajnych wypadkach, podróżuje na zewnątrz autobusu (drabinka lub dach).
Wsiadać czy nie wsiadać? Oto jest pytanie.

Wsiadać czy nie wsiadać? Oto jest pytanie.

Gringos, czyli my:

  • najpierw się cieszy, że bilet taki tani;
  • potem z zafascynowaniem przygląda się, jak pakunki lądują na dachu i są wiązane, a następnie zaczyna się martwić, czy coś nie zgubi się na którymś zakręcie;
  • ma dylemat, co wziąć w bagaż podręczny, bo a nuż będą kradli a co w duży bagaż (a jak spadnie???);
  • gdy przestanie skupiać się na tak przyziemnych sprawach jak dobra doczesne, z zafascynowaniem przygląda się zwinności pomocnika, który po zebraniu pieniędzy wyszedł tylnym wyjściem, przebiegł po dachu i już jest z przodu autobusu, by kasować nowych wsiadających;
  • z zaskoczeniem obserwuje jak luźno można traktować tzw. „przepisy ruchu drogowego”;
  • drętwieje, widząc, jak brawurowo kierowca pokonuje kolejne serpentyny, wyprzedza na trzeciego i zajeżdża drogę, po czym przypomina sobie, że miał się zawierzyć Bogu;
  • zaczyna delektować się krajobrazem i wkurzać muzyką (niestety zamiast tytułowego bluesa, często to jakieś Disco Latino czy przebrzmiałe pop przeboje, katowane w kółko przez dwie godziny);
  • gdy zaczyna obojętnieć na wszystko, to znak, że już jest u celu.

chicken03

2 uwagi do wpisu “Chicken Bus – Gwatemalski blues

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s