Kolorowe Campeche

Przechadzając się spokojnymi uliczkami sennej starówki, aż ciężko uwierzyć, że niegdyś to miasto było stałym celem ataków piratów. Niewielką starówkę obudowano ze wszystkich stron murami, bastionami, które miały zapewnić spokój mieszkańcom przez 200 lat najazdów korsarzy.

Dziś uliczki są puste, a w starej części miasta panuje spokojna atmosfera. Główne życie przeniosło się poza obrąb dawnych murów na ruchliwy bazar. Wąskie uliczki są do siebie łudząco podobne. Wszędzie stoją zazwyczaj parterowe kamienice o przepięknie odnowionych fasadach, zdobione misternymi kratami i drewnianymi okiennicami. Na wąskich uliczkach są jeszcze węższe chodniki, niekiedy na niesamowicie wysokich krawężnikach – sięgających niemal do pasa i z kilkoma schodkami umożliwiającymi wejście na nie. Senna atmosfera, niewielki ruch i spokój przypominają nam kubański Trynidad, z tą różnicą, że samochody są nowsze i w większej ilości, a i konno też nikt nie jeździ. Co chwila zresztą mylę się (Ania) i uparcie nazywam Campeche Trynidadem.

Widoczki jak w Trynidadzie

Widoczki jak w Trynidadzie

Choć starówka jest niewielka, liczy raptem 45 kwartałów, a z jednego końca na drugi można przejść w 15 minut, znajduje się tu niesamowicie wiele kościołów. Monumentalna katedra tradycyjnie jest  przy Plaza Principal, który, co nietypowe dla meksykańskich miast jest raczej pusty i spokojny. Dawny jezuicki kościół Templo de San Jose o asymetrycznej fasadzie przykuwa naszą uwagę – jedna z wież to… latarnia morska!

Latarnia morska czy kościół?

Latarnia morska czy kościół?

Katedra

Katedra

W Casa de la Cultura mamy okazję zobaczyć, jak żyli zamożni w dawnych czasach. Obszerny dziedziniec z witrażami i podcieniami idealnymi, by postawić w nich fotel bujany i zatopić się we własnych myślach, w kącie gramofony, gdyby towarzystwo chciało tańczyć lub słuchać muzyki. Przestronny i elegancko urządzony salon, z oknem wychodzącym na główny plac miasta i kuchnia pełna smakołyków. Jeśli inne domy wyglądały podobnie, to nie dziwi, że miasto było łakomym kąskiem dla piratów.

Salon... piraci mieli co rabować

Salon… piraci mieli co rabować

Całą starówkę niegdyś otaczały białe mury, dziś już częściowo rozebrane. Natomiast życie towarzyskie przeniesione zostało na nadmorskie bulwary i promenadę pełną skwerków, pomniczków i ludzi uprawiających jogging, jeżdżących na rowerach, rolkach lub po prostu przechadzających się.

Fortyfikacje wokół starego miasta

Fortyfikacje wokół starego miasta

Nadmorski bulwar

Nadmorski bulwar

W informacji dla turystów dowiadujemy się ,że gdzieś  w miasteczku znajduje się camping. Zadowoleni stwierdzamy, że przenocujemy tego dnia pod namiotem  w sprzyjających okolicznościach przyrody (lub nie sprzyjających). Trochę mi (Piotrowi)  się to dziwne wydało, że w mieście jest pole namiotowe. Co innego w malutkim Piste przy Chichen Itza, gdzie takowe było na  dużym hotelowym terenie posiadającym basen. Zatem  łapiemy collectivo i jedziemy sprawdzić.  Autobusy te (podobnie jak w Peru) nie mają wyznaczonych przystanków, no chyba że końcowy. Zatrzymują się gdziekolwiek popadnie – frontem do klienta, czyli byle tylko dopełnić składu i jak najwięcej biletów sprzedać. W związku z tym klimat trochę jak w westernie, bo jazda jest jak na rozbrykanym mustangu tzn. pełno progów zwalniających, wybojów i dziur. No cóż, się podskakuje.  W końcu docieramy do oznaczonego na mapce turystycznej campingu o szumnej nazwie Trailer Park. Niestety park to on może był dwadzieścia lat temu, a obecnie to wyglądało na dosyć duży kawałek trawnika na wiejskim podwórku, bo nawet kury tam pomykały. Do nazwy campingu pasował tylko trawnik, na którym rozbiliśmy namiot; a reszta to już jak wiejskiej zagrodzie w Koziej Wólce (nie mając nic do wsi, Wólki i kóz jako takich). Za to rodzina okazała się sympatyczna, wraz ze starszą panią, która dożyła sędziwego wieku 94 lat. Wieczorem toczymy długie rozmowy o okolicznych miejscach, których póki co nie zobaczymy, bo opuszczamy półwysep.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s